Wasiu,

Napisane przez
arturwasiak
Co jeszcze można napisać na temat powodów słabego wyniku?
Może to banalne, ale termin... Początek wakacji, większość z nas została wyrwana na ME prawie prosto ze studiów. Na przykład Asia zdawała ostatni egzamin dzień przed wyjazdem. Nie było czasu, żeby pograć kilka dni na spokojnie i przypomnieć sobie, o co w tej grze chodzi. Może byłoby lepiej, gdybyśmy mieli chociaż tydzień więcej, czyli możliwość zagrania całego kongresu w Sławie.
Jeśli się nie mylę, Wianka z Zatorem np. ten problem raczej nie dotyczył. Również Nawrot z Sikorem zdołali w Sławie coś pograć.
Nie myślisz chyba, że Francuzi, Izraelczycy itd. to rzemieślinicy, bezrobotni i gospodynie domowe? Znakomita większość juniorów to studenci i nie tylko Wy byliście świeżo po zakończeniu nauki - ten argument do mnie nie trafia.

Napisane przez
arturwasiak
A teraz poważniejsze powody.
Kilka lat temu w reprezentacji juniorów mieliśmy cztery gwiazdy - zawodników na poziomie prawie reprezentacji open. Oni przyzwyczaili całą Polskę do sukcesów. Niektórym wydawało się, że kolejne medale przyjdą same. Tymczasem poziom naszych trzech par był nieporównywalnie niższy.
Ten argument natomiast jest w pełni prawdziwy. Prawda jest taka, że Buras z Arachem, Kotor z Kalitą, mogliby spokojnie startować w zawodach OPEN a wśród juniorów nikt nie mógł się z nimi równać.
Później był jeszcze Nowosad, który też deklasuje wszystkich swoich rówieśników (gratulacje za wygranie Sopotu!) i w Jesolo i Pekinie był w stanie wciągnąć Polaków na pudło.

Napisane przez
arturwasiak
Jak wyglądało przygotowanie?
- Rozgrywki kadrowe. Dawały taki plus, że można było sobie razem pograć. Niestety z przeciwnikami na niższym, czasem dużo niższym, poziomie.
- W czasie tych rozgrywek trzy testy indywidualne (Wrocław, luty) i jeden parowy (Burzenin, kwiecień). Pierwszy od kilku lat przypadek, kiedy ktoś sprawdzał nasze przygotowanie teoretyczne, a nie tylko wybierał drużynę na podstawie wyników gry. Widać efekt powrotu Włodka Krysztofczyka do pracy.
- Wyjazdy: Amsterdam, Tel-Awiw. Możliwość gry przeciwko zagranicznym juniorom; duży plus.
- Dopuszczenie naszej pary do II etapu kadry open.
- Szkolenie teoretyczne - BRAK!!! Może ten problem wynika z przyzwyczajenia, że niedawno było czterech znakomitych juniorów... Oni byli wyszkoleni wystarczająco dobrze, żeby wygrywać.
I tak nie wygląda to najgorzej. Prawda jest taka, że prawie nikt by się nie zdecydował uczestniczyć w przygotowaniu z prawdziwego zdarzenia. Wymagałoby to poświęcenie takiej ilości czasu a z drugiej strony środków, że w zasadzie jest to nierealne. Jasne, w ramach posiadanych możliwości można pewnie było zrobić to i owo lepiej.

Napisane przez
arturwasiak
Czy można obwiniać kapitana? Moim zdaniem Marek pracował na tym samym poziomie przez wszystkie 6 sezonów swojej (dotychczasowej? czy może już kończącej się?) działalności. Widać wyraźne różnice w wynikach, które wzięły się z tego, że teraz miał do dyspozycji gorszy materiał. Myślę, że wybrał najlepsze 3 pary i pod tym względem nie zrobił nic złego. Jedyny zarzut: nie starał się w żaden sposób o poprawę naszego przygotowania teoretycznego.
Powiem tylko, że nie jest sztuką wziąć owe cztery gwiazdy na zawody i przywieźć medal, równie dobrze mogłaby ich prowadzić jakaś urocza hostessa z agencji modelek, i tak by sobie poradzili bez żadnego problemu a do tego pewnie by mieli jakąś formę nagrody za dobrą grę :-) Na poważnie jednak, sztuką jest osiągnąć lepszy od reszty wynik posiadając materiał zbliżony lub zgoła gorszy.
Czy pojechały najlepsze trzy pary? Nie odpowiem, że nie, ale wydaje mi się to co najmniej nieoczywiste.
Że nie zrobił nic w kierunku przygotowania teoretycznego? Jedyna możliwość to chyba to, o czym pisałeś dalej, czyli wykłady Martensa.
Jak dla mnie przede wszystkim nie zrobił nic, żeby zmobilizować potencjalnych reprezentantów do pracy we własnym zakresie. Sposób selekcji i prowadzenia drużyny w żaden sposób nie stymulował do takiej aktywności, a moim zdaniem to najbardziej realna droga do podnoszenia umiejętności. W Wielkie Programy Szkolenia Centralnego nie chce mi się wierzyć.

Napisane przez
arturwasiak
Na koniec przyznam, że jest jeszcze zagrożenie w postaci pewnego czynnika demobilizującego. Złote medale w kategorii U-20 przychodzą zbyt łatwo. Gdyby w tych zawodach walka była trudniejsza, reprezentanci byliby bardziej zachęceni do pracy nad swoją grą. Teoretycznie wszyscy wiedzą, że w U-25 nie będzie już tak łatwo, ale jednak pozostaje odczucie "te mistrzostwa wygrały się same, może później też tak się uda".
Wspomnij na Pekin 2008. Schools'y wylądowały tak, jak Wy teraz, na dziewiątym.
+++
Oczywistą sprawą jest, że wypadki przy pracy się zdarzają i nie ma co robić tragedii, zwłaszcza, że jak wiele osób już gdzieś to zauważało, medale w kategoriach obocznych są pożądane, ale świat się na nich nie kończy.
Dla mnie, jako obserwatora Waszego występu, jedno nie ulega wątpliwości:
- wszystkie trzy pary zagrały zdecydowanie poniżej swoich umiejętności i możliwości.
Po kiepskim starcie nie udało się odbudować ducha w drużynie. Z chwilą, kiedy szanse medalowe zaczęły być już znikome, nie udało się zewrzeć szyków do walki o udział w Mistrzostwach Świata (miejsce w 6). Popełniane błędy były chwilami tak kuriozalne, że dowodziły jedynie pełnej demobilizacji, że morale osiągnęło dno.
Wiem, że łatwo z boku oceniać i krytykować, dlatego wcale mi nie było spieszno do pastwienia się nad Waszym występem. Miejsce poza medalem nie zaskakuje, miejsce poza szóstką już bardziej.
Pozostał natomiast duży niesmak w stosunku do stylu, w jakim to się wszystko odbyło. Z taką grą jak w Rumunii, to w II lidze byłaby walka o życie lub zgoła grzenia ławy, a jestem przekonany, że wszystkie trzy pary z pełnym powodzeniem mogłyby konkurować w rozgrywkach pierwszoligowych.
Pozdrawiam i gratuluję konstruktywnego podejścia
Mikołaj