Na razie wszyscy forumowicze nas oszczędzają, nikt nie wypowiedział się na temat dziewiątego (najgorszego od dosyć dawna) miejsca w MEJ w kategorii juniorów starszych.
Główną przyczyną porażki była nasza słaba gra; nie będę próbował się usprawiedliwiać. Przygotowałem sprawozdanie w stylu Sfory Cibora, rozdanie po rozdaniu - wszystkie 220, które Asia i ja rozegraliśmy w Brasov. Zapraszam do czytania: http://arturwasiak.republika.pl/brydz/brasov.html
Co jeszcze można napisać na temat powodów słabego wyniku?
Może to banalne, ale termin... Początek wakacji, większość z nas została wyrwana na ME prawie prosto ze studiów. Na przykład Asia zdawała ostatni egzamin dzień przed wyjazdem. Nie było czasu, żeby pograć kilka dni na spokojnie i przypomnieć sobie, o co w tej grze chodzi. Może byłoby lepiej, gdybyśmy mieli chociaż tydzień więcej, czyli możliwość zagrania całego kongresu w Sławie.
A teraz poważniejsze powody.
Kilka lat temu w reprezentacji juniorów mieliśmy cztery gwiazdy - zawodników na poziomie prawie reprezentacji open. Oni przyzwyczaili całą Polskę do sukcesów. Niektórym wydawało się, że kolejne medale przyjdą same. Tymczasem poziom naszych trzech par był nieporównywalnie niższy.
Jak wyglądało przygotowanie?
- Rozgrywki kadrowe. Dawały taki plus, że można było sobie razem pograć. Niestety z przeciwnikami na niższym, czasem dużo niższym, poziomie.
- W czasie tych rozgrywek trzy testy indywidualne (Wrocław, luty) i jeden parowy (Burzenin, kwiecień). Pierwszy od kilku lat przypadek, kiedy ktoś sprawdzał nasze przygotowanie teoretyczne, a nie tylko wybierał drużynę na podstawie wyników gry. Widać efekt powrotu Włodka Krysztofczyka do pracy.
- Wyjazdy: Amsterdam, Tel-Awiw. Możliwość gry przeciwko zagranicznym juniorom; duży plus.
- Dopuszczenie naszej pary do II etapu kadry open.
- Szkolenie teoretyczne - BRAK!!! Może ten problem wynika z przyzwyczajenia, że niedawno było czterech znakomitych juniorów... Oni byli wyszkoleni wystarczająco dobrze, żeby wygrywać.
Czy można obwiniać kapitana? Moim zdaniem Marek pracował na tym samym poziomie przez wszystkie 6 sezonów swojej (dotychczasowej? czy może już kończącej się?) działalności. Widać wyraźne różnice w wynikach, które wzięły się z tego, że teraz miał do dyspozycji gorszy materiał. Myślę, że wybrał najlepsze 3 pary i pod tym względem nie zrobił nic złego. Jedyny zarzut: nie starał się w żaden sposób o poprawę naszego przygotowania teoretycznego.
Oczywiście w dużym stopniu sami jesteśmy winni, że za mało pracujemy nad swoją grą. Ale PZBS chyba też zaniedbuje tę kwestię. Kiedy ostatnio ktoś próbował uczyć mnie gry w brydża? Na obozach młodzieżowych... ale to przecież nie ten poziom, na którym powinna być reprezentacja juniorów. Na trochę wyższym poziomie miałem kilka spotkań prowadzonych przez Włodka Krysztofczyka dla łódzkiej młodzieży na przełomie lat 2003/04. Od kilku lat nic...
Polska ma świetny system szkolenia młodzieży szkolnej, ale juniorami starszymi nikt się nie zajmuje. Dla mnie szokująca była decyzja sprzed 2 lat (przed MEJ w Jesolo) o zorganizowaniu szkolenia prowadzonego przez Krzysztofa Martensa dla juniorów młodszych i juniorek, bez juniorów starszych. Nie znam tej sprawy z bliska, bo wtedy akurat nie groził mi występ w jakiejkolwiek drużynie, ale miałem wrażenie, że to bardzo dziwne.
Na koniec przyznam, że jest jeszcze zagrożenie w postaci pewnego czynnika demobilizującego. Złote medale w kategorii U-20 przychodzą zbyt łatwo. Gdyby w tych zawodach walka była trudniejsza, reprezentanci byliby bardziej zachęceni do pracy nad swoją grą. Teoretycznie wszyscy wiedzą, że w U-25 nie będzie już tak łatwo, ale jednak pozostaje odczucie "te mistrzostwa wygrały się same, może później też tak się uda".
Pozdrawiam.



Cytuj